RSS
piątek, 22 sierpnia 2014

...

....byłam niewiele starsza , tylko o 2 lata gdy w grudniowe popołudnie, takie przedswiateczne pierwszy raz zobaczyłam zapowiedz mojego dziecka w postaci czerwonej kreseczki na teście ciążowym... Byłam młodziutka i życiowo kompletnie nieustawiona (a za chwilę jeszcze mniej)ale od pierwszej chwili bardzo szczęśliwa...pokochałam cię Dominuś w pierwszej sekundzie tego śnieżnego dnia...i wiedziałam że dzieje się właśnie w moim życiu coś wielkiego, pięknego,niesamowitego, że jest życie , maleńkie jeszcze ...we mne... Później działo sie jeszcze róznie dookoła ale Ty skarie byłaś bardzo ciepło otulana każdą mją myślą bez względu na całą resztę dookoła...

 Wiem , że mogłam być lepszą mamą , że czasem inaczej powinnam postąpić, bardziej ufać...ale Ty kochanie jesteś niesamowitą osóbką....jestem cholernie szczęśliwą mamą gdy patrzę na Ciebie. Myślałam że moje życie w pewnym momencie ...skomplikowało się ciut za bardzo i że nie mogłam zapewnić ci tak wiele i tego kogoś kto powinien przy Tobie być zawsze a kto nie potrafił...tak chyba po prostu nie umiał (bez wnikania w powody).....ale wyrosłaś na niesamowitą kobietkę....a w Twoim życiu wydarzyło się tak wiele ...i i miałaś tak ogromną siłę i klasę aby zdać najtrudniejszy egzamin w życiu.... Byliście wspaniała para z Niko i daliście sobie tak wiele nawzajem....zawsze będzie w naszym sercu i głowie i myślach, zawsze i na zawsze.... 

   Moja ukochana 20 latko, bardzo pragnę dla Ciebie dobrego i szczęśliwego życia....sama wiesz najlepiej że niewiele można zaplanować, w zasadzie można bardzo wiele ale o szczęściu w życiu świadczy chyba jednak umiejętność przystosowania się do nowych , zmieniających się warunków...kochanie...żyj pięknie,nie frustruj się zbyt często...wszystko się ułoży...

....uwielbiam na Ciebie patrzeć i kochać cię całym sercem świata....wyrosłaś Kochanie na wspaniałego człowieka!!!! kocham Cię bardzo.... dobrej nocy....

01:07, agutka17
Link Komentarze (5) »
wtorek, 15 lipca 2014

...

...tort z Little Pony ....ale ta rakieta na torcie...trochę onieśmiela :) 4latka Boryska  ....

12:48, agutka17
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lipca 2014

Borysek ukończył 4 latka...kolejne urodzinki, spotkanie ludzi dla których znaczy tak wiele...Tak bardzo cieszy mnie stan w którym jest dzisiaj, jakże bardzo inny od tego 2 lata temu...Malutki czyni postęp znaczący, Wiktorek pomaga mu w tym niewątpliwie bardzo i często wykazuje się ogromną cierpliwością i opiekuńczością...wzrusza mnie to potężnie i cieszy ogromnie... 

   Poza tym w mojej głowie letnie burze....czasem pięknie i słonecznie...w zasadzie w przeważającym czasie ale momentami strzela coś tak nagle, gwałtownie i bardzo że tylko ogromną siłą woli i świadomości podnoszę głowę wyżej myśląc, że przecież lubię burze...i one naturalnie wystąpić muszą ....i miną...one miną....mijają....

   Kurcze, przecież rzeczy są takimi jakimi je sami postrzegamy, czy wystarczy tylko patrzeć na to z innej perspektywy i .....szukam tej innej...i czasem wiem i wierzę że znalazłam....a czasem....znowu szukam.

   W życiu najwspanialsze są spotkania z innymi ludźmi...ciekawymi, uśmiechniętymi, otwartymi, szczerymi....i ja mam ogromne szczęscie takich spotykać ..uwielbiam to i chyba żywię się tym trochę :)....z przepięknej Malty wyspiarskiej Joe- absolutne spotkanie życia, z Malty poznanskiej w ostatnią niedzielę Rysia mama z cudownym Antosiem, kobieta uśmiech i siła...Antoś przepiękne oczy świata, do którego tylko mama zajrzeć może, historia życia...nieprawdopodobna absolutnie, z mojej ulicy w poniedziałek nowi sąsiedzi z którymi dzień dobry zamieniło się w długą do nocy kolację pełną uśmiechu i gadania w noc....Uwielbiam takie spotkania, chcę aby moje dzieci z otwartym sercem wchodziły w świat i tak jak dotychczas kochały ludzi...a nawet gdy ktoś kiedyś zada cios którego nie spodziewasz się absolutnie...trzeba nadal wierzyć, zapomnieć, przynajmniej próbować, brnąć w nowe, darzyć czasem i uśmiechem....podejść do mamy z niepełnosprawnym dzieckiem aby zyskać cudowną ich siłę, otworzyć serce przed kimś kto ma dla ciebie czas i może także potrzebuje twojej atencji....trzeba ukucnąć przy małym dziecku i porozmawiać z nim spokojnie, czasem przytulić, ukochać i otulić uśmiechem...tak trzeba....bo tylko wtedy naprawdę żyjesz...

...i czasem trzeba bardzo głęboko oddychać ....nawet wtedy gdy inni to widzą...głęboko....bo to moje życie....ważne dla tak wielu ludzie i ludzie absolutnie najważniejsi dla mnie...

...i jeszcze należy gapić się w niebo :) :) prawda ?     :) :)

16:50, agutka17
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 czerwca 2014

...jest tym stanem ,którego potrzebuję najbardziej...tak właśnie było i to nie dlatego , że działo się mało lub bardzo niewiele...w zasadzie działo się sporo i ciekawie,ale ....taki stan był mi w tym czasie najbliższy...memu sercu głowie...

  I chyba nie nadrobię minionych tygodni bo czasem stan chwili trwa tylko przez tę chwilę i....moment minął....ale pojawiają się wciąż nowe, inne...i to stanowi o życiu...to i tylko to że zmiany są naszym paliwem do życia....każdy dzięń, poranek, noc...inne...i niebo...co rano raczy kolejnym , przepieknym widokiem...i tam uciekam najczęściej...uwielbiam gapić się w niebo....bo gdziekolwiek na świecie jestem ( z tym światem trochę popłynęłam :)...to właśnie niebo jest moją ucieczką i wprawia mnie w zachwyt i pozwala każdej myśli znaleźć swoje miejsce właśnie tam...pomiędzy chmurami...gdy burzowo szaro granatowo spadają na głowę i nagle gdzieś tam cudowny promień słońca przebija gęstą warstwę szarugi...ten promień trafia w moje serducho i każdą myśl....która pędzi tam wysoko.... tam często bywam ...bo lubię...bardzo lubię...

19:35, agutka17
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 marca 2014



We are afraid 
to talk about 
what hurts,
because talking
requires breath 
and there are
certain memories 
we’d rather suffocate. 
Perhaps this is 
the reason we write;
because sometimes, 
words breathe better
than we can.

06:44, agutka17
Link Komentarze (4) »

...no tak...przepięknie i aż nierealnie...bo ja tam chyba na pewno będę i w dodatku to firma postanawia zainwestować we mnie i podarować możliwość oglądania takich widoków na żywo,co w ostatnich 6 latach nie działo się nazbyt często a nawet wcale bo oglądałam twarze, stópki i inne części ciała moich ukochanych synków a w czasie gdy rodzina i kolejni znajomi zjeżdżali stoki narciarskie Włoch lub innych Austrii...moje narty zbierały cały możliwy kurz garażu tak że już tylko smukły ich kształt i fakt występowania parami pozwalał mi zgadywać do czego ów przedmiot służył przed laty..

   Ale zaraz po świetach lecę w świat i zamiast Bogu lub innemu prezesowi dziękować uniżenie za taką wspaniałą, niebywałą okazję...mi serce pęka na milion kawałków bo już za nimi tęsknię...jesteśmy systemem naczyń połączonych...ja i oni...

   Potrzebuję ich ciałek i zapachu i obawiam się że najpiękniejsze zapachy Malty i najgłębszy lazur wody nie zastąpi mi jasnych oczu Wiktorka i najgłębszych brązów Boryska ( choć co rano muszę odpowiadać na pytanie Boryska "jakie mam dzisiaj oka mamo? i jedyna prawidłowa odpowiedź brzmi " już troche niebieskie syneczku" skubaniutki chce mieć nasz kolor a ja bardzo chętnie "spiwniłabym" swoje :)

   Ja wiem że to niepoważne narzekać na taki wyjazd. Piękne miejsce, słońce, ludzie, świat....ale to ONI są moim najpiękniejszym światem i wiem że także im ,szczególnie Borysowi będzie niezmiernie trudno przez 3 tygodnie bo o to cała rzecz się rozbija .Myślę że 10...max 14 dni bez nich ale 3 tygle to stanowczo za dużo....za dużo bez NICH....są moim światem,powietrzem,szczęściem, uśmiechem i nic...przysięgam nic na świecie nie daje mi takiej przyjemności jak wtulanie ich we mnie albo mnie w nich w zalezności która z ww konfiguracji jest bardziej wskazana na tę chwilę.

     Wieczorem Wiko pobiegła na dół po Sietka (pies prany już z 987razy- wciąż w dobrym a nawet coraz lepszym czyt. smuklejszym stanie).Wracając bolesnie uderzył się w piszczel nożki i kurcze jest coś tak głębokiego jak współodczuwanie dziecka....a może po prostu ogromna chęć zdjęcia z dziecka tego nagłego cierpienia.

   Ewka właśnie wróciła z Malty i opowiedziała kilka wrażeń na temat. Uwielbiam jej słuchać bo potrafi tak barwnie, dowcipnie i pięknie mówić o miejscach, ludziach, smakach i innych małych ale ważnych sprawach. Właściwie to doprawiła tę potrawę w mojej głowie cudownie i jestem ,bardzo jestem ciekawa tego czasu tylko już dziś boję się tęsknoty a wiem, doskonale wiem jak bardzo można pragnąć być z dzieckiem. Moja Dominiczka miała roczek gdy edukując się i przygotowując do aktualnego zawodu zostawiałam ją w poniedziałki aby wrócić tylko na weekend przez 9 miesięcy....I teraz ,jak też wtedy wiedziałam że gra jest warta swojej ceny ale nic nie potrafi uśmierzyć tęsknoty...nic nie zastąpi tego maleńkiego ciałka spokojnie śpiącego w zagłębieniu ramienia... (no może najazd Magd uśmierzy ,na was bardzo się cieszę)

   Trochę sobie jeszcze pomarudzę na ten temat tutaj nierzadko bo tak właśnie czuję....

P.S.

Udało się zebrać dla Justyny 40 000zł na lek....a może na pierwsza dawkę na razie...nie wiemy...Justyna to bardzo usmiechnięta i pogodna dziewczyna o historii życia ....bardzo mało radosnej i atrakcyjnej do opisania...myślę nawet że nie miałabym odwagi ...życie jest gówniane zwalając tak wiele na jedną istotę ale równoczesnie jest piękne tylko dlatego że JEST!!!!! i o nie walczy Justyna, wierzę ze kolejny raz jeśli będzie taka potrzeba zawalczymy o następne wsparcie. teraz udało się dzięki bardzo wielu ludziom...pomysłowi Doroty Raczkiewicz, kurateli Drużyny Szpiku...gestowi (dziwna ta odmiana) Magdy i niesamowitej historii Nikodema która jest znana tak wielu osobom...dla której wciąż chce się wielu zatrzymac  przypomnieć, pomyśleć, pomóc.....

  Gadałyśmy dzisiaj o Tobie Przystojniaku....tyle bab za Tobą tęskni.

Bardzo serdecznie dziękuję nam wszystkim za pomoc Justynie, to było/ jest cudowne!!!

01:38, agutka17
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 marca 2014

...przez " pokiereszowane dzieciństwo" i każdemu kto ma milion powodów do narzekania na swoje,proponuję przeczytać tę historię. Niewiarygodna dziewczynka,siostra, mama i jedyna ostoja dla swoich braciszków. Dziecko które nigdy nie było kochane ani zadbane, czasem nie nakarmione, nie ubrane, nie ogrzane...bite...niezauważane...dziewczynka która nie nauczona i nie obdarzona żadnym ciepłem ..potrafi myśleć , dbać, chronić przed matka amoże nawet tym samym śmiercią maleńkich chłopczyków dopóki system ich nie rozdziela... Jezu , czytałam i krzyczałam w głowie jak można dzieciom robić takie rzeczy...przypuszczam że matka to kobieta z problemami psychicznymi, która nie posiada żadnej umiejętności trzeżwej oceny sytuacji. Chcę w to wierzyć bo przecież żadna zdrowa matka nie pozwoli tak zaniedbać i krzywdzić swoich dzieci...

   To wszystko miało miejsce w latach 80 90 ....Patryk urodził się miesiąc wcześniej niż moja córeczka Dominika, która z porodówki wróciła do słonecznego, czyściuteńkiego domu z kolorowym łóżeczkiem ...z mamą która pomimo mało komfortowej sytuacji samotnego macierzyństwa, wbrew losowi była najszczęśliwszą młodą mamą na świecie... i jeszcze dwa razy w życiu miałam to szczęście czuć szczęście materializujące się wokół mnie. W tym samym czasie maleńki Patryk miał znacznie mniej szczęscia... tylko siostrzyczka 13 letnia potrafiła go kochać całym sercem i walczyć i jego życie podczas gdy matka powoli zatapiała się w swoim świecie porzucając kolejne urodzone dziecko....a nikt inny poza siostrą nie reagował na dramat jaki rozgrywał się wtym maleńkim , zimnym domu..

  Dizecko to maleńki człowiek, którego kształtujemy kazdego dnia. Jak to się stało więc że dziewczynka której nikt nie zapewnił podstawowych ,absolutnie podstawowych potrzeb miała w sobie tak wiele siły i miłości aby walczyć o maleńkich braci> Nie wiem ale po przeczytaniu tego bloga bardzo , z całego serca chciałabym jej podziękować za siłę , determinację, odwagę, odpowiedzialność, miłość... samorodki dzięki którym dziś jest mama 3 pięknych córek... Może w nagrodę za ratowanie braci sama ma teraz dziewczynki...taki paradoks losu..

 I myślę sobie w tak komfortowej i bezpiecznej rzeczywistości tkwi większość znasi jak bardzo zdajemy się o tym nie pamiętać...a wolimy skupiać się na rzeczach miłych, łatwych i przyjemnych...też wolę ale mam jakąś ogromną dawkę empatii w sobie która nie pozwala mi przejść obojętnie nad wszystkim co dotyczy dziecka... i wiem ze na szczęście nie jestem odosobniona w tym współodczuwaniu....ale przecież takie historie wciąż dzieją się i będą się działy od nowa i od początku...

   Istnieją nowe rozwiązania np "przyjazne rodziny" gdzie nie trzeba adoptować dziecka ale można dzieciom z nieuregulowaną sytuacją prawną zapewnić dobry czas wakacji,weekendów, świąt... Tylko w tym naszym zabieganym świecie odwożenia dzieci z jednych ekstra zajęc na kolejne przecież "my zupełnie nie mamy na to czasu"...a ja bym bardzo chciała móc znaleźć czas dla dziecka które nigdy nie miało dobrego domu i może mieć nie będzie...bardzo bym chciała...Mam wrażenie  że za mało widzimy, za mało słyszymy...odwracamy głowę i nie wtrącamy się w nie swoje sprawy...i to są sprawy niczyje...takie maleńkie skrzyczane dziecko znika i zanika w sobie.... dziecko traktowane tak wiele dni a czasem lat musi mieć niesamowitą siłę aby poradzić sobie w życiu i potrafić kochać...najczęściej chyba jednak funduje podobny los swoim dzieciom...bo przecież nie zna nic innego i nie ma pojęcia że istnieje inne życie..spokojne, bezpieczne..

...cholera, rozwalił mnie ten blog...

Z bardzo dobrych spraw jednak:

- 40 000zł na lek dla Justynkiuzbierane

-przepiękna wiosna 16 stopni i niech tak zostanie

-mam dobry kolor dzięki mojemu fryzjerowi i jego bardzo dobrej energii życiowej...

- Magda doleci do mnie na Maltę a nawet Magdy dwie :)

-Borysynek mnie kocha każdego dnia :)

-tata lepiej się czuje po zawale i mam nadzieję ze po rehabilitacji będzie jeszcze lepiej

-bardzo lubię ludzi z mojej pracy, spisali się na medal przy akcji zbiórki dla Justyny, a kilka sztuk jest dla mnie absolutnie bezcenne... cdn Borysek się obudził

22:36, agutka17
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 marca 2014

http://pokruszone-dziecinstwo.piszecomysle.pl/

...czytam blog dziewczyny...i nie daję rady...Muszę robić przerwy, nawet dłuższe przerwy aby znaleźć siły na kolejną porcję. Jak dziewczynce po takich przejściach udaje się żyć,trwać, kochać...posiadać w sobie siłę i determinację walki...wybaczać i brnąć dalej. Jak udaje jej się kochać? Maluszkowi,który nigdy nie zaznał miłości,ciepła, tulenia,ucałowania...w kogo nikt nie przelał bezpieczeństwa i poczucia jakiejkolwiek własnej wartości...Jezu, dziewczyno!!! Jak Ci się udało to znieśći być cudowną mamą dla swoich dzieci...Gdzie w tym wszystkim jest system opieki? System- brzmi do dupy, ale przecież pracują tam ludzie i to ludzie chyba jednak nie z przypadku jeśli podejmują się tak niesamowitego zajęcia....Przecież tacy ludzie muszą czuć więcej i głębiej i muszą zdawać sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności jaka na nich spoczywa!!!

   Przecież oni często decydują o życiu dzieci,rodzeństw ...o tym czy może zrobić więcej , zadziałać skuteczniej...sprawdzić częściej coś co nie pozwala w nocy zasnąć...Czy przepisy i procedury  pozwalają człowiekowi nie widzieć, a może tylko trochę widzieć a tego niewygodnego ne zauważać....czy powiedzenie  sobie że przepisy właśnie tak określają tę sytuację ...czy to zdejmuje odpowiedzialnośćz urzędniczki której chciało się mniej a może po prostu nie chciało się więcej...

    Ten blog jest jak rozpalone żelazo....odciska bolesny , bardzo bolesny ślad w głowie za każdym razem gdy tylko chcę do niego wrócić...Mój synek którego po prawej stronie plecki drapię w nocy a po lewej stópka delikatnie masowana drugiego...oni potrzebują tego jak powietrza zresztą tak samo bardzo ja.....nie wyobrażam sobie nie dotykania ich, nie całowania tych maleńkich ciałek...nie gadania na okrągło z nimi o świecie i o ich niezwykłości w tym świecie...

   Dziewczyno...jak ty to przeżyłaś ...tak bardzo chciałabym Cię wyrwać z tamtego świata wtedy i utulić, uśpić w czyściutkim łożeczku Was wszystkich ...ciebie z rodzeństwem i tak bardzo nie chcę myśleć o ludziach którzy was nie kochali nie pomogli,nie widzieli... nienawidzę ich ale znacznie bardziej myślę o was....a przecież takie historie właśnie dzieją się dzisiaj , gdzieś tam a może czasem całkiem obok... kurwa mać , jakże mnie rozwala taka bezsilność..

 

"...Rodzina Adopcyjna Patryka poprzez pośrednictwo Kuratorki przekazuje mi, że jeśli tylko skończę osiemnaście lat, to będę mogła odwiedzać Maluszka. To przecież tylko dwa lata, myślę. Tylko dwa lata. Tylko…

.."Walka z wiatrakami( i ze mną samą…)
Opublikowano 3 stycznia 2014, autor: sylmik11
Przygnębienie, marazm i apatia, te uczucia towarzyszą mi teraz w codziennym życiu.
Nadal chodzę do szkoły. Staram się prowadzić „normalny tryb życia”. Nie ma jednak dnia bym nie myślała, bym się nie zastanawiała. Staram się wymyślić jakieś rozwiązanie.
Któregoś dnia wsiadam do pociągu. Jadę do Stargardzkiego Sądu. Tam jakimś cudem udaje mi się spotkać z Kuratorem naszej rodziny.
Pytam ją dlaczego? Jak? Jakim sposobem Patryk może w ogóle być adoptowany. Przecież nie powinno się rozdzielać rodzeństw. W odpowiedzi słyszę tylko, że de facto, mamy różne nazwiska, więc nie jestem brana pod uwagę jako biologiczne rodzeństwo Maluszka.
No dobrze, mam inne, ale przecież mamy tą samą matkę! Z resztą, Bartek jest biologicznym bratem Patryka. Mają tych samych rodziców. Dlaczego nikt nie bierze tego pod uwagę?! Dlaczego tamci Ludzie nie chcą wziąć ich obu? Przecież to bracia… Ponadto między nimi jest zaledwie trzy lata różnicy, więc nie jest to jakiś nieokrzesany nastolatek, który będzie sprawiał kłopoty.

Kuratorka wygląda na zdziwioną. Nie bardzo wie, co mi odpowiedzieć. Pyta mnie więc, o co mi tak naprawdę chodzi? Na początku naszej rozmowy, myślała, że ja nie chcę by doszło do tej adopcji, a teraz ma wrażenie, że chcę ich oddelegować obu. Patrzy na mnie pytająco. Odnoszę wrażenie, że nie traktuje mnie poważnie. Fakt, mam tylko szesnaście lat, ale chcę dobra moich braci. Ja się tak naprawdę nie liczę, poradzę sobie.
Odpowiadam, że jeśli już ma dojść do tej cholernej adopcji, to chciałabym, aby obaj mieli DOM. Żeby obaj dostali taką samą szansę. Ja wiem, że w domu dziecka nic ich dobrego nie spotka.
Mam świadomość, że posiadanie nowej rodziny może być dla Nich zbawienne, ale litości….! nie chcę by ich rozdzielono.

Kobieta obiecuje mi że „coś w tej sprawie zrobi”, ale ja wiem, że kłamie. Nie zrobi niczego. Podczas naszej rozmowy uśmiecha się, rozgląda wkoło. Czuję, że lepiej bym zrobiła gdybym po prostu stąd wyszła.
Na wychodne rzuca mi tylko kilka zdań, które to utkwią we mnie na zawsze:
„Chyba nie chcesz zniszczyć braciszkowi życia? Chyba nie chcesz by się błąkał po świecie jak Ty i reszta? Poza tym, On zapomni o Was, Wy zapomnicie o Nim. Nie niszcz mu przyszłości. Myśl o jego dobru, a nie własnych zachciankach, Sylwio. Bądź mądrą dziewczyną”.

Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, każdy podobnie prawi. Mdli mnie. Nikt nie myśli o mnie ani o Bartku. A co z naszym dobrem? Co z dobrem Bartłomieja?
Czuję się jak wyrodna siostra, która chce dla tego Malca źle. Aby tylko nie miał lepiej niż ja. Ale to przecież nieprawda!! Ja CHCĘ dobra chłopców. Patryczka również. O sobie myślę zawsze na końcu. Dlaczego nikt tego nie widzi? A może Oni Wszyscy mają rację? Może ja jestem zawistna? Może nawet tego nie zauważam, brnąc do celu. Tyle osób nie może się mylić. Muszę być mniej egoistyczna.

Kilka dni później odpuszczam.
Nigdy nie dowiem się, czy zrobiłam słusznie. Czy mój braciszek trafił do dobrych ludzi, ani czy jest szczęśliwy.
Cała sytuacja trwa około roku. Mam kompletnie przeprany mózg. W zasadzie, nie wiem nawet, czego tak naprawdę chcę. Motam się jak motyl w siatce.

10:05, agutka17
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 marca 2014

...

".... kwiaty przywiózł tata, Wiktor i Borysynek " oznajmił Borysek i pozostał Borysynkiem :)))

Biało-zielone tulipany, najpiękniejszy zestaw kolorów jaki lubię.

   Z ostatnej chwili, chłopcy w kąpieli,Wiktor krzyczy że zimna woda...tata stwierdza że sprawdzi temperaturę na czujniku pieca na co Wiktor

-" sprawdź , sprawdź czy jest powazna czy niepoważna "     :))

   Przepiekny słoneczny dzień dobiega końca. Wszyscy zachwyceni słońcem i uśmiechnięci bardziej. Ktoś szczęśliwy pali gałęzie w ogrodzie, dzieci rozpoczynają sezon rowerowy, dla Justynki zebrana prawie cała kwota...no jeszcze 4 tyś ( wpłacajmy,bo udało się tak dużo) ale życie ma wiele barw każdego dnia i przed chwilą właśnie dostałam smsa ...."nie mam już brata......dziś w nocy "... I pozostaje tylko mieć nadzieję że miał długie, dobre i szczęśliwe życie.  Po odejściu Nikodema myślę że każdy kto zdążył przeżyć swoje dorosłe życie,doczekac się dzieci a nawet wnuków...każdy kto po swoich 19 urodzinach miał okazję obchodzić jeszcze wiele swoich kolejnych...każdy taki człowiek ma szczęście , ogromne szczęście i należy celebrować i cieszć się każdym słonecznym i deszczowym dniem ... ja chyba nawet bardziej lubię deszczowe, taka mam deszczem skąpaną duszę.

   O akcji Justyny powiedzieć można a nawet trzeba naprawdę bardzo wiele chociaż kąpiel chłopców zaraz dobiegnie końca...podobnie jak na chwilkę spokój kuchennego stołu :)

  Drużyna Szpiku ...bo to od niej należy zacząć to organizacja fundacja...to ludzie!!! Przede wszystkim ludzie z ogromnym przesłaniem i ogniem w sercu... Pomagaja w sposób wymierny i całkowicie nieuchwytny dzieciom ,rodzicom , młodym ludziom.... cdn (koniec kąpieli)

 

   

19:52, agutka17
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 marca 2014

......

.....

17:37, agutka17
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12